Póki życia, póty nauki. Biedny kupuje jedną kapotę, ale na całe życie. Człowiek uczy się całe życie, a głupi umiera. Stare wino, żona młoda, niejednemu życia doda. Lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć. Kto się mądrzejszym czuje, ten głupszemu ustępuje. Lepszy mądry wróg, niż głupi przyjaciel. Arkadiusz Bratkowski – przewodniczący Sejmiku Województwa i działacz PSL z Zamojszczyzny – odbierze w czwartek w Warszawie zaświadczenie o wyborze na trzeciego europosła z naszego Kazał pan, musiał sam. Każda pliszka swój ogonek chwali. Każda potwora znajdzie swego amatora. Każdy o sobie, a Pan Bóg o wszystkich. Każdy dudek ma swój czubek. Na pewno kiedyś słyszałeś. Biednemu wiatr w oczy, a bogatemu to i diabeł dzieci kołysze. Czy jeszcze inna mądrość ludową „pieniądz robi pieniądz”. To nic innego, jak praktyczny wynik obserwacji efektu, nazwanego w ekonomii efektem kuli śnieżnej. Jeśli masz już jakieś pieniądze, odkładasz je, z pewnością wcześniej czy Za panią matką idzie pacierz gładko encyklopedia. Boże daj, Boże daj, aby wiecznie trwał nam maj jak działa. Patrzy jak wół na malowane wrota czy, jest. Nie szata zdobi człowieka pojęcie. Nie wsadzaj nosa do cudzego trzosa wyjaśnienie. Każdego ciągnie do złego opis. Bogatemu diabeł dzieci kołysze informacje. Cyberserk (2022), czyli poszukiwanie drogi. Wydawnictwo Gmork, współautorzy mojego debiutu książkowego "Deus Ex Machina. Człowiek, który zniknął" jakiś czas temu zmuszeni byli pożegnać się z działalnością wydawniczą. Przynajmniej tą oficjalną. Bo oto teraz powracają z darmowym e-bookiem - i to w wielkim stylu! Janusz razem z egzorcystą zapowiedział kontrolę poselską w Urzędzie Skarbowym, bo usłyszał ze bogatemu diabeł dzieci kołysze. 21 Nov 2021 Bogatemu diabeł dzieci kołysze. Bogaty się dziwi, czym się biedak żywi. Bogaty sknera głodny umiera. Bogaty stół, chuda sakiewka. Bolące żarty diabła warte. Boli gardło śpiewać darmo. Boskie młyny pomału mielą, ale dobrze. Boże Narodzenie po wodzie, Wielkanoc po lodzie. Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. zły, bies czy inny diabeł ★★★ CZORT: bies, diabeł ★★★ DEMON: diabeł ★★★ LICHO: zły duch, diabeł ★★★ BORUTA: diabeł z polskich legend ★★★ DIABEŁ: bies ★ DZIECI: bogatemu diabeł je kołysze ★★★ ROKITA: bies ★★★ mariola1958: SMĘTEK: kaszubsko-mazurski diabeł lub smutek ★★★ oona: SZATAN Zakończył się 9. dzień mistrzostw świata w Katarze. Poniedziałek zaczął się od remisu Kamerunu z Serbią (3:3), a spotkanie z ławki rezerwowych oglądał obrońca Legii Warszawa, Filip Mladenović. Potem Korea Południowa przegrała 2:3 z Ghaną. Później Brazylia zwyciężyła 1:0 Szwajcarię, a wieczorem Portugalia wygrała 2:0 z Urugwajem. Szczegóły poniżej. O0rcny. To może była tylko Andora, ale nie da się przeoczyć udanego powrotu do reprezentacji Arkadiusza Milika. Napastnik Olympique Marsylia wyszedł w podstawowym składzie i zdobył bramkę. Mógł zdobyć dwie, ale po jego trafieniu w drugiej połowie sędziowie dopatrzyli się spalonego. Rywalizacja o prawo/przywilej gry u boku Roberta Lewandowskiego robi się coraz bardzie zacięta. I dobrze... A gdy szóstego dnia zawiał potężny wiatr, wyrwał drzewa z korzeniami, jednakże nasiona zostały już rozsiane. Szelest kartek zostawał notorycznie zagłuszany przez gwarzenie Czerwonej pod nosem. - To dalej nie to! - krzyknęła sfrustrowana. Spojrzała na ostatni stos notatek, którego nie przejrzała. Wyciągnęła ku nim dłoń. - Powiadomiłem księżniczkę, co sądzę o tej koncepcji - powiedział znajomy męski głos przy uchu dziewczyny. Dziewczyna odwróciła się do niego, patrząc wymownie i niewzruszona chwyciła pierwszy dokument do ręki. Ledwie wyrwał go w całości. - Jestem królową - przypominała i już czytała kolejne notatki. - Mogę robić, co mi się żywnie podoba - fuknęła. - Lecz dla mnie zawsze będziesz księżniczką. - Ponownie straciła pismo z rąk. - Mógłbyś zaprzestać?! - krzyknęła zirytowana, waląc pięściami o blat biurka. - Te dokumenty nie są warte twojej uwagi. - Zaczął zbierać papiery z podłogi i odkładać w odpowiednie miejsce, czyli w najciemniejszy kąt pokoju. Oblizała usta i ugryzła dolną wargę. - Dlaczego nie mogę tego przeczytać? - spytała, pogrążając się coraz bardziej w przygnębienie oraz oburzenie. - Czy to coś złego, że chcę czegokolwiek dowiedzieć się o mym własnym ojcu? - Zgrabne ręce zabierały kolejne stosy papieru ze stolika. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! - Poczucie ignorancji dalej jej towarzyszyło, kiedy Czarny nawet nie drgnął. Wstała z piskiem krzesła i szybkim chodem podeszła do niego. Chwyciła za krawat i zniżyła go do jej wysokości. - Tak, księżniczko? - zapytał niewinnie, wolno przy tym mrugając. A usta wykrzywiły się w skromny uśmiech. - Przestań traktować mnie jak małą dziewczynkę! - wrzasnęła rozgniewana. - Myślisz, że dlatego, iż byłeś służącym króla, to masz nie wykonywać mych rozkazów? - Odwrócił wzrok. - Właśnie je wykonuję - wyszeptał, spoglądając na bok. - Słucham? - Zawiesiła się. - Niby jakie?! - Miała już dość tej awantury. Schodziła na psy, a nawet niżej. - Zlecenie twojego ojca. - Wyrwał się z uścisku, a oczy spoważniały. - Mam sprawować nad tobą opiekę. - Aczkolwiek sam się na to nie godził. - Ha?! Nie obchodzi mnie to! Zapomniałeś kto teraz rządzi?! No słucham! - Gestykulowała namiętnie z jej typowo władczym i wkurzonym naraz wyrazem twarzy. - Ty, księżniczko - powiedział pewnie, nie obawiając się konsekwencji. - No ja nie wierzę! - rzekła załamanym głosem i bezwiednie walnęła się ręką w czoło. - Hej, hej, a ty dokąd się wybierasz? - Czarny planował schować resztę. Kto wie, ile się dowiedziała? Miał nadzieję, że nic. - Dlaczego wciąż milczysz na moje pytania? - Czuła się zagubiona w swoich uczuciach. Chciało jej się płakać i krzyczeć oraz śmiać się jak wariatka naraz. Być może zbytnio przejęła się zdradą czy niezrozumieniem, bezsilnością, jakie ją otoczyły. - Dlaczego musisz wszystko przede mną ukrywać?! - krzyknęła przybita. - Też posiadam uczucia, wiesz?! - Zatrzymał się na te słowa. Zacisnął zęby mocniej. - Księżniczko - zaczął. - To nie twoja sprawa. - Obdarował ją lodowatym i delikatnie złym wzrokiem. - Daj dorosłym wykonywać swą robotę. - W tym momencie skończył z nią rozmawiać. Chciała coś dopowiedzieć, lecz tylko zamknęła usta, które otworzyły się przez doznany szok, a po policzkach spłynęły łzy. „Jeszcze z tobą nie skończyłam!" czy „Ale to również mnie dotyczy!" nic by nie zmieniły. Decyzja została podjęta i musiała się z tym pogodzić. Nieważne było to, że nie chciała. Obydwoje nie potrafili zaakceptować, że zostali zmuszeni do spędzania ze sobą więcej czasu niż dotąd. Oboje czuli pojedyncze wyrzuty względem drugiej osoby. Mimo że kiedyś dogadywali się fenomenalnie. To bolało najbardziej i właśnie przez to na policzkach Czerwonej pojawiły się łzy. Od pamiętnej walki minęły dwa lata. A od rozejmu między nią i wojownikami prawie rok. Czerwona róża włożona w królewski wazon na znak władzy zachwycała wraz ze złotą różą. Tak samo para nowożeńców wyglądała oszałamiająco. Byli miesiąc po ślubie. Wiodło im się wspaniale, bez kłótni oraz przepełnieni głęboką miłością. Uzupełniali siebie nawzajem i zgodnie władali królestwem. - Tu chodzi o nasz naród! - krzyknęła królowa, która wybuchła przy śniadaniu. - Musimy o nich dbać oraz chronić! Tu chodzi o życie innych oraz nasze własne. - Podniosła i wyprostowała w poziomie rękę, a drugą oparła o stół. No dobra, czasem się sprzeczali, lecz to normalne, prawda? - A kogo obchodzą życia innych? - Dopił złotawą herbatę. - Zginęli, bo byli słabi - odrzekł, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - W tym miesiącu zginęło ponad sto kolorów. Wiesz ile to? Wszyscy w zamku, a nawet więcej! - Uporczywie próbowała przemówić do jego rozsądku. Bezskutecznie. - A pamiętasz, ile poległo podczas wyprawy twojego ojczulka? - Wstał i podszedł do Czerwonej. Smukłymi palcami ujął jej podbródek. - Skarbie, był to okrągły tysiąc - wyszeptał do ucha. Jego aura była wyjątkowo potężna i przygniatała niezwykłym bogactwem, że nie można było oderwać od niego oczu. - Na szczęście odratowano sześćset osiemdziesiąt siedem osób. - Czerwona nic o tym nie wiedziała. - Skazał na śmierć ponad trzysta kolorów i przy okazji sam zginął. - Prychnął wymownie. Ćmok. - Wszyscy zaczęli obawiać się twojego rządzenia. A co jeśli będzie taka, jak król Cynober? Czemu kobieta będzie sprawować władzę? Za młoda by decydować o sprawach państwa. - Dziewczyna nie rozumiała, co Złoty do niej mówił. - Nigdy nie słyszałaś tych obelg? - spytał, jak spostrzegł zagubione oczy. - Przenigdy - odpowiadała automatycznie. - Czyli tak kolory mnie widzą? - Ponownie prychnął z kpiną. - Ale, ale powiedz, że władam dobrze! - nakazała załamana Czerwona, chwyciwszy materiał stroju Złotego. - Według mnie wszystko robisz idealnie. - Przytulił ją na pocieszenie. - Dziękuję - powiedziała i wtuliła się w jego tors. - Jednak powinniśmy przeciwstawić się problemom państwa - rzekła poważnie. - Jasne - odpuścił dla niej. Mimo przeciwności zawsze siebie wspierali. Brzęk miecza. - Księżniczko, musimy porozmawiać - zagaił poważnym tonem Czarny. - Przyszedłem w sprawie twojej matki - rzekł mężczyzna zaniepokojonym głosem. Mała dziewczynka odłożyła miecz i przetarła spocone czoło. - Stało się coś? - zapytała, gdy przyglądała się obrazom z wyblakłymi twarzami, które były powieszone w głównym holu. - Przykro mi. - Dlaczego? - Wiem, że minęło dopiero pół roku od zaślubin, ale widzę znaczne zmiany - wypowiadał się ostrożnie, obserwując Czerwoną. - Zmiany w czym? - Spojrzała w jego stronę ze zdziwieniem. - Myślałem, że. - Przerwała mu. - To źle myślałeś. Nic się nie zmieniło, czyż nie? Miała to, co chciała, a nawet więcej. Posiadała osobę, o której każdy by mógł, co najwyżej pomarzyć. - W rządzeniu, a raczej jego brakiem. - Odchrząknął. - Słucham? - Zdziwiła się. - Przecież wszystko jest robione na bieżąco. W czym tkwi problem? - Zaczęła analizować każdy aspekt swego panowania. - Chodzi mi bardziej o to główne rządzenie. - Spuścił wzrok. - Złoty cię wykorzystuje - szepnął. Wiedział, że ściany mają uszy. - Mamo! - Czy zdajesz sobie sprawę, jak poważny jest to zarzut? - spoważniała, a jej słowa paliły niczym ogień. - Dlatego chciałem się z tobą podzielić tą obserwacją. - Zniżył się, natarczywie patrząc w jej świecące oczy. - Tego chciałaś? - Wbił jej niewidzialny nóż w serce i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. - Pilnuj swojego niewyparzonego języka - powiedziała i zauważyła zbliżającego się do nich strażnika. - Gdzie jesteś? - Król wzywa. - Ukłonił się przed nią. - A teraz wybacz, ale mój mąż mnie potrzebuje - wyznała przez zęby i ruszyła pewnym krokiem. - Dlaczego mnie zostawiłaś? - Jasne. - Wiecznie poważny Czarny, który już nie wie, co to śmiech, poszedł we własną stronę. A tą stroną była główna brama, przez którą przeszedł. Kilka metrów dalej stał młody chłopak, trzymający wielki kosz owoców i warzyw. Z trudem go dzierżył. Zielony bardzo ucieszył się na widok Czarnego. Nastolatek z jaskrawym uśmiechem co każdą niedzielę przynosił świeżą żywność. Najczęściej towarzyszył mu jego brat, Turkus, lecz tego dnia musiał się uczyć. Młodszy odwalał za niego robotę, jednak nie czuł się urażony z tego powodu. Uwielbiał pomagać innym oraz patrzeć na ich uśmiech. Czuł się wtedy wyjątkowo i przysłaniało to jego niezdarność. Turkusowy zawsze musiał brać odpowiedzialność za jego pechowe wypadki w pracy, lecz spostrzegawczość i zwracanie uwagi na szczegóły Zielonego były niezmiernie potrzebne w rolnictwie. W przeciwieństwie do młodszego brata, starszy był duszą artysty. Marzył, by zostać znanym malarzem i mężnie dążył do celu. Całe noce spędzał nad tworzeniem i wymyślaniem coraz to nowszych i zaskakujących rzeczy. Mimo że farby to była jego bajka, to nie wybrzydzał w kwestii mechaniki i przedmiotów ścisłych. Mówili na niego „Profesor w słomianym kapeluszu z pędzlem za uchem". Było to również nawiązanie do Słomianych Ziem, ponieważ bracia rywalizowali z burmistrzem na równym poziomie. Niektórzy uważają, że w niedalekiej przyszłości mogą go przegonić. Turkusowy ubóstwiał rośliny i znajdowały się one na prawie każdym jego obrazie. Bracia byli różni, lecz jednak podobni. Obydwoje byli wiecznie niezdecydowani oraz wprowadzali spokojny nastrój do otoczenia. Nienawidzili harmidru miastowego, więc z każdych targowisk przychodzili padnięci. I to właśnie lubił w nich Czarny. Zadbani i opanowani farmerzy, a do tego dobrze wykształceni. Kto to widział? - Witaj, Zielony - rzekł uprzejmie ciemny kolor. - Ah, witaj, witaj, towarzyszu! - Podał mu obfity kosz i wyjął z wozu, którym przyjechał, trzy takie same. Dokonali transakcji i pożegnali się, a stukot kopyt konia unosił się jeszcze przez kilkanaście kolejnych minut. W tym czasie kilku innych służących wniosło towar do zamku i zamknięto bramę. Stukot butów roznosił się echem w pustym, ale pięknym korytarzu. Strażnicy ukłonili się i otworzyli drzwi. Czerwona weszła nachalnie i zauważyła Złotego, przeglądającego róże. Były to teraz wysuszone kwiaty. Zamknięto wrota za nią. Dziewczynie szybciej zabiło serce. Król wyjął czerwoną roślinę. Odwrócił się do niej. - Kocha. - Zerwał jeden płatek. - Nie kocha. - Poleciał kolejny i spojrzał na nią pustym wzrokiem. - O co ci chodzi? - zapytała stanowczo. Nie usłuchał jej. - Kocha, nie kocha, kocha, nie kocha, kocha. - Został mu ostatni płatek. Zerwał go - Nie kocha. - W ręce trzymał tylko główkę róży i łodygę. Wskazał ją na Czerwoną. - Oskarżam cię o romans ze służącym Czarnym. - Wszystkie kolory obecne w ich otoczeniu na nich spojrzały, a królowa patrzyła na niego z szokiem. Do oczu napłynęły łzy, które również drażniły nos. Nieprzyjemny, zimny dreszcz przeszedł przez ciało. A usta delikatnie otwarte, zostały pozbawione umiejętności mowy. Nagle drzwi frontowe się otworzyły. - Królu, żywność została odebrana - powiedział Czarny, kłaniając się nisko. - Masz dobry czas. - Wyszczerzył się Złoty. Strażnik zdziwił się na te słowa i dopiero teraz się przyjrzał, co miało miejsce w sali tronowej. Bodajże pierwszy raz widział tak roztrzęsioną Czerwoną. Pustymi oczami wpatrywała się w niego. Już wiedział, że powinien uciekać. - Żółta! - zawołał i kilka chwil później była przy nim dama przystrojona w lekko miodową suknię. Jej skóra była tak jasna jak słońce, dlatego ledwo widoczne oczy, wydawały się mniejsze niż u innych kolorów. Czerwona zrobiła krok do tyłu i potknęła się o swoją kreację, która sięgała do kostek. Żółta to główny sędzia. Nie można było podważyć jej słów. - Ty, ty tak naprawdę? - zapytała ściszonym głosem. - Nie widać? - zapytał tonem do jego niepodobnym. - Posiadamy wielu świadków, którzy widzieli was razem w wiadomo jakich sytuacjach - ogłosiła Żółta swym donośnym głosem. - A tu są dowody. - Były to fotografie słabej jakości, lecz było pewne, że znajdowali się na owych zdjęciach. Tylko nie przypominają sobie, by znajdowali się akurat w tych miejscach razem i na dodatek w takich pozycjach. - Ale. - Czarny próbował jakkolwiek wytłumaczyć, jednak zakazano mu mówić. - Twoje słowa nic nie zmienią, twój osąd już został ogłoszony. - Spojrzała na królową. - Twój też. - Wszyscy czekali na osąd, które przeważą na życiu Czerwonej. Nastolatka mocno ścisnęła materiał sukni, a rękawiczki delikatnie się ześlizgnęły. Cała się pociła, nie wiedziała co się z nią dzieje. Czuła się jakby śniła o naprawdę okropnym koszmarze. - Śmierć dla sługi, a królową skazuje na wygnanie - rzekła i przeszła obojętnie obok "kochanków". - Nie! Nie masz prawa! To, to nie możliwe! - krzyczała przeraźliwe przez płacz. - A jednak. - Złoty chwycił ją za podbródek. - Powiedz "do widzenia" światu. - Coś się w niej poprzestawiało po tych słowach. - Zamknij się! Nigdy nie powinnam za ciebie wychodzić! Nienawidzę cię! - Chwyciła wazon do róż i roztrzaskała go o ziemię. Złota róża popękała w kilku miejscach. - Nienawidzę cię! - Zaczęła niszczyć wszystko, co było na jej drodze. - Destrukcja nic nie zmieni - oznajmił ozięble Czarny, który bodajże był obojętny na swój los. - Musimy uciekać - szepnęła mu do ucha, gdy chwyciła go za kołnierz, a później rzuciła się na Złotego. - Pragnę byś przez wieczność płonął w piekle - wygłosiła przez zęby. - Prędzej stanę się jego czele niż stanę się takim przekleństwem jak ty, który potrzebuje oczyszczenia. - Dziewczyna wypatrzyła ozdobny wazon. Chwyciła go. - Jesteś najgorszą osobą jaką kiedykolwiek poznałam. - Po tym rzuciła wazą w jego stronę. Uniknął ją z gracją, zmieniając swoją posturę. - Czyżby? Niedawno mówiłaś, że mnie kochasz - zakpił. - Straż! - Zawołał doniośle. - Już późno, kochanie. - Ucałował ją w rozgniewane czoło. - Czas do łóżka - Miarka się przebrała. Dziewczyna zamachnęła się i chwilkę później głośne walnięcie w policzek rozeszło się echem. - Miłych koszmarów - dokończyła głosem, którego nie znała. - Trzymaj się ode mnie z daleka. - Chwycił za obolałe miejsce. - Z wielką chęcią - rzekła, powstrzymując łzy choć na sekundę, które i tak się wylewały litrami. - Jeszcze mnie popamiętasz. - Odwróciła się na pięcie i wyszła z trzaskiem drzwi. - Nie możesz być kochany, skoro sam nie kochasz. Tak to szło, Złotko? - spytał sarkastycznie Czarny, który przyglądał się z daleka całej awanturze. W ręce trzymał czarną różę ukrytą pod warstwą złota. Nie należała do niego. - Zamknij się, walnięty sługo. - Spiorunował go wzrokiem. - Zapomniałeś do kogo mówisz? Jeszcze jedno słowo i będziesz umierał w cierpieniach za zdradę przeciwko królowi. - Chwycił go za kołnierz, lecz szybko zrezygnował i rzucił nim o ziemię. - Bezczelny - wysyczał i chwycił się za obolały bark. - Co tam mruczysz pod nosem, zdrajco? - Złoty spojrzał przez ramię, kierując się gdzieś wprzód. Był to nieprzyjemny wzrok. - Nic, wasza wysokość. - Pokłonił się, kiedy pospiesznie wstał. Ze strony Złotego usłyszał tylko prychnięcie i oddalające się kroki. - Absolutnie nic. - Podniósł twarz i skierował swe puste oczy na jego błyszczące pozłacane szaty. Nie potrafił określić czy to jeszcze kolor czy już metal. Chęć zemsty. To czuła młoda, już była królowa, kiedy weszła do osobistej komnaty po raz ostatni. Chwyciła za podarte ubrania, które leżały pod łóżkiem. Ubrała ogrodniczki koloru czerwonego, a pod spód krwistą bluzkę. Wpakowała do kieszeni nożyczki oraz zdjęcie. Uciekła przez okno. Tylko Czarny ją zauważył. Zapewnił pożywienie tuż po wyjściu z sali tronowej. Obecnie szli żwawym krokiem jak najdalej od tego szaleństwa, który nadal trwał. Przed oczami miała niszczące się filary jej domu, wszak to była iluzja. Krzyczała do utraty tchu, wszak był to głuchy dźwięk. Ciemno, ciemniej, jeszcze ciemniej przed oczami. Kościste ciała krążyły wokół niej, tańcząc, śmiejąc się. Wrzeszczała, rwąc włosy z głowy, by wypędzić myśli, które ją dręczyły. Rozdarta w środku. A środek bardziej pusty od pustki. Serce wyrwane, zdeptane, rozdarte na zawsze. Czerwona klęczała i wymiotowała. Wymiotowała sobą, wnętrznościami. A oczy mroczne i mroczniejsze, aż nastąpiła cisza. (2515 słów) Skończone: Porsche jest w dobrym humorze. Nie jest tak, że jest idealnie, ale mogło być gorzej. Dostawy nowych aut do klientów spadły raptem o 5 proc. W pierwszych trzech miesiącach 2020 r. Porsche musiało zmierzyć się ze skutkami pandemii koronawirusa, jak każdy producent aut. W porównaniu z tym samym okresem przed rokiem zysk operacyjny firmy spadł o 34 proc., do 0,6 miliarda euro. Zwrot ze sprzedaży wyniósł 9,5 proc., a liczba dostaw spadła o 5 proc. Do końca marca producent przekazał klientom 53 125 samochodów. Od początku roku zatrudnienie wzrosło o 1 proc., do 35 866 pracowników. Lutz Meschke, wiceprezes zarządu Porsche AG i członek zarządu odpowiedzialny za finanse i IT powiedział: – Przy 6 miliardach euro, w porównaniu z ubiegłym rokiem firma osiągnęła nawet niewielki wzrost przychodów ze sprzedaży. To efekt korzystnego miksu modeli. Także jednostki biznesowe poza branżą samochodową odnotowały korzystny rozwój. W wyniku kryzysu koronawirusa na pozytywny wzrost rzutowały zarówno spadek wolumenu, jak i koszty związane z utrzymującymi się wysokimi inwestycjami w elektryfikację oraz cyfryzację. Poza tymi wydatkami nastąpił wzrost kosztów ogólnych związanych z wprowadzeniem nowych modeli – w szczególności całkowicie elektrycznego Porsche Taycana. Z powodu pandemii nie można ich było zrekompensować wzrostem dochodów w pierwszym kwartale. – Globalny kryzys koronawirusa jest dla Porsche poważnym wyzwaniem. Istotne są utrzymanie zasadniczo optymistycznego podejścia, a także systematyczne zarządzanie, tak aby po zakończeniu kryzysu można było wznowić pracę z pełną prędkością. Jesteśmy zaangażowani w nasze inwestycje w przyszłość w zakresie elektryfikacji i cyfryzacji naszych samochodów – powiedział Oliver Blume, prezes zarządu Porsche AG. “ Bogatemu diabeł dziecko kołysze. ” Dodano: 2005-11-28